Tuesday, 10 March 2015

Dzień kobiet

Długo tu nie pisałam, ponieważ nie mogłam zebrać myśli. 

Kilka dni temu przeglądałam komsetyki i natknęłam się na flakonik VIP Rose Carolina Herrera. Okazało się, że zostało tam jeszcze trochę cudownej esensji. Psiknęłam kilka kropli i cierpki aromat róż cofnął mnie w czasie o rok, kiedy chwila zakupu owych perfum wypadła akurat w momencie rozpoczęcia nowego etapu w moim życiu. 





Wymarzyłam sobie dokładnie te perfumy. Przez ostatnie pół roku dużo podróżowałam i w każdym mieście znajdowałam sklep z perfumami, w którym można było wziąć tester i po raz kolejny upewnić się, że to właśnie one! Kilka razy przeliczałam nawet cenę ze złotych na ruble i w drugą stronę, aby wiedzieć dokładnie, gdzie wyjdzie taniej. Ostatecznie czterdziestoprocentowa zniżka z okazji dnia kobiet była elementem decydującym. Odstaliśmy z Kamilem w kolejce złożonej z zakupoholików, którzy zlecieli się na wyprzedaż i wróciliśmy do domu z wyśnionym pudełeczkiem. 

Rok temu dzień kobiet rozpoczął się dla mnie Olsztynie (jak że ja lubiłam tam mieszkać, kiedy cały dom był tylko do mojej i Kamila dyspozycji!). Rankiem, obudził mnie odgłos szelestu folii, w którą zazwyczaj zawija się kwiaty - tego cudownego dźwięku z niczym nie pomylę! Otworzywszy oczy, zobaczyłam bukiet tulipanów na sąsiedniej poduszce i Kamila, próbującego niepostrzeżenie wymknąć się z pokoju. Święto się rozpoczęło.

Kamil wręczył mi prezent - torebkę. Nie, nie zwykłą torebkę, a dokładnie tą, do której wzdychałam kilka dni temu w pewnym outlecie ("przecież ona jest z takiej porządnej skóry, tak do mnie pasuje!"). Obserwując jak obracam w rękach torebeczkę i pozuję z nią w piżamie, Kamil uprzedził mnie, iż dziś czeka na mnie jeszcze jeden podarunek, a następnie zaprosił na śniadanie. Od razu w łózku psiknęłam na siebie niewielką ilość perfum i wyruszyłam w stronę, z której dochodził zapach świeżo parzonej kawy i gorących pączków.

Wtedy jeszcze nie mogłam się domyślić, że kolejny prezent czeka na mnie w Warszawie, dokąd ostatecznie zmierzaliśmy. Calą drogę w samochodzie unosił się zapach wiosny i róż, a ja wciąż pytałam Kamila - "Czujesz, jak pachną moje perfumy? Rewelacja!".

Warszawa przywitała nas, o dziwo, bardzo przyjaźnie (jeżeli nie brać pod uwagę momentu umocniania barykady przed rosyjską ambasadą, obok której przejeżdżaliśmy, ponieważ szykowała się kolejna demonstracja). Po zakwaterowaniu spacerowaliśmy, chodziliśmy po sklepach, szukaliśmy przytulnych miejsc, żeby coś przekąsić. W rezultacie wieczorem znaleźliśmy się z Kamilem w samym centrum starego miasta, na ulicy Mostowej 13 - na zawsze zapamiętam ten adres. To właśnie tam mój przyszły mąż zaprowadził mnie w cichy zaułek i powiedział, że przyszła pora na drugi prezent. Wtedy uklęknął przede mną na kolano i zadał to jedno pytanie, na które czeka każda z nas. 

W taki oto sposób rozpoczęło się moje nowe życie w charakterze narzeczonej - od wiosny i zapachu róż. 

Ale więcej o tym napiszę innym razem. 






3 comments:

Thank you for every comment you leave
Dziękuję za każdy komentarz