Sunday, 6 September 2015

Najgorszy festiwalowy look ever...

… lub jak pozytywne myślenie może pomóc wyjść z grobu. 


Tyle przeczytałam na temat festiwalowych stylizacji, tyle widziałam zdjęć z Coachella, tyle miałam pomysłow na własny look i za każdym razem żalowałam, że nie idę tego lata na żaden festiwal. 

Ale drugiego sierpnia przypadkowo trafiłam na jeden z moich ulubionych festiwali - City Jazz. Wokół mnie kręcili się stylowi ludzie w niesamowitych ubraniach, pili koktajle i robili zdjęcia dla fotorelacji w blogach. A ja leżałam na trawie w byle jakich ciuchach, bez makijażu, słuchałam Zaz i myślałam :
 "Jakie szczęście, że udało mi się tutaj doczołgać!" 



Piszę ten post w pociągu relacji Gdańsk - Wrocław. Nie planowałam żadnych postów na temat "podsumowanie sieprnia/wakacji", bo kosmetyki stoją w kolejce, czekają, kiedy ktoś o nich napisze, a ja nadal piszę o życiu i znów o życiu :) Ale nie mogłam nie wspomnieć, jak akurat miesiąc temu, 31 lipca jechałam tym samym pociągem z Wroclawia do Gdańska i nie byłam pewna, że w ogóle wytrzymam. 


Obudziłam się o piatej rano 31 lipca i zrozumiałam, że muszę wracać do domu i iść do lekarza. Wszystko mnie bolalo (o tej kontuzji pisałam tutaj) i było całkowicie oczywiste, że samo nie przejdzie. Zapadkowałam do walizki album „Marylin Monroe” i zieloną koronkową sukienkę (z tego posta) i tak zaczęło się moja długa i męcząca podróż z Wrocławia do Kaliningradu. 


Przeżywszy 6 godzin bólu w pociągu, 4 godziny mąk w autobusie i klasyczne perturbacje na granicy, znalazłam się u drzwi swojego mieszkania, gdzie spotkałam... mamę! 
„Daria! Jak dobrze, że wróciłaś!” - ucieszyła się mama. - „Zostaniesz na moje urodziny, prawda? Jak dobrze! Akurat z koleżanką kupiłyśmy bilety na festiwal, będziemy nocować u Ciebie, żeby nie jeździć do domu taksówką. Musimy już lecieć, poradzisz sobie tu sama”. 


Nie miałam sumienia, żeby powiedzieć jej, że choruję. Ona tak cieszyła się z powodu festiwalu, urodzin i mojego przyjazdu, że po prostu nie mogłam zburzyć jej nastroju wieścią o mojej poważnej chorobie. Dlatego właśnie rozpakowałam rzeczy, zrobiłam sobie jajecznicę z jajek, które były w lodówce jeszcze przed moim wyjazdem (wiedzieliście, że data ważności jajek to 90 dób?!), zjadłam i poszłam spać.


Następnego dnia mama z entuzjazmem wzięła się na moje leczenie i przygotowanie swoich urodzin. „Idziemy do najlepszej restauracji” - oznajmiła. 


Oczywiście, że nie zapomniałam o jej święcie. Całą drogę uspokajała mnie myśl, że moje wszystkie męki zrekompensuje mamina radość w związku z obecnością jej córki na przyjęciu urodzinowym. To właśnie myśląc o niej zabrałam album Marylin Monroe, który, szczerze mówiąc, kupiłam sobie, ale mamie przecież nie pożałuję.


Z myślą o uroczystym wieczorze, wzięłam ze sobą sukienkę (klick). Nie wiem po co, przecież wszystko jedno przez ból w nogach nie mogłabym go założyć z pasującym obuwiem. 
„No i co, że nie możesz założyć obcasów?” - nieoczekiwanie powiedziała mama. - „Te trampki, w których przyjechałaś są całkiem-całkiem! Widziałam, że ostatnio dużo osób tak chodzi. Zakładaj je i idziemy, bo inaczej się spóźnimy!”. 

Selfie w „najlepszej restauracji”
W taki sposób moja elegancka mama dała pozwolenie na wyjście w kapciach i wyruszyliśmy do restauracji. Wieczorem miał odbyć się także końcowy etap festiwalu i wystąpienie mojej ulubienicy Zaz. W sekrecie wyznałam mamie, że jeżeli wieczorem nie będę się zbyt źle czuć, pójdę posiedzieć i posłuchać koncertu przy płocie, jak robią to wszyscy, którzy nie mają biletu.

 Gdańsk. Mąż zaprosił mnie do najsłodszej kawiarni na świecie
Po paru godzinach zadzwoniła do mnie mama i powiedziała: „Wszystko załatwione. Szykuj się, znalazłam dla Ciebie bilet.” 
I oto ja, w biegu łykając dodatkowe tabletki przeciwbólowe, pokuśtykałam na festiwal. Co było dalej – już doskonale wiecie :)


Za to na następny dzień zaczęli się niestety lekarze, lekarstwa i ... tomograf.
Tomograf to taka rura rozmiarów człowieka, gdzie trzeba wjechać na specjalnych noszach i leżeć bez ruchu. Nie był dla
mnie niczym nowym fakt, że panicznie boję się zamkniętych przestrzeni, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży. Myliłam się.


„No i co? Tam jest przecież jasno i dużo powietrza! I ta rura zupełnie nie jest podobna do trumny.” - odpowiadała bez empatii mama, kiedy wyszłam z gabinetu i nie reagowałam na żadne bodźce. 



To właśnie dlatego nazywane jest fobią, że nie ma żadnego logicznego usprawiedliwienia! Mogę zatrzymać się na sekundę i powiedzieć sobie: „Chwila, przecież nic strasznego się nie dzieje!”. I w tym czasie robi się jeszcze gorzej. Dlatego, że właśnie wtedy zaczynam rozumieć, że zaczął się u mnie atak niekontrolowanej i nieuzasadnionej paniki.


Może i w tym tomografie jest jasno i jest dużo powietrza, ale kiedy sufit 10 cm nad Tobą to bardziej to przypomina grobowiec, o których czytałam u E.A. Poe. I jeszcze trochę koszmarny piec w Oświęcimiu (kto widział, ten zrozumie).

Szykuję się do drogi
Każdy wdech był dla mnie wyzwaniem, nie mogłam przestać myśleć o tym, co się stani, jeśli nagle zacznę się dusić, jeżeli stracę nad sobą kontrolę i zacznę bić w ścianki i sufit i ile będzie im potrzebne czasu, żeby mnie wyciągnąć.


Leżałam tam z zamkniętymi oczami i wyobrażałam sobie twarz męża. W najdrobniejszych szczegółach widziałam, zmuszałam się, żeby widzieć, jak spacerujemy po uliczkach Gdańska, a nad nami wysokie – wysokie niebo, świeci słońce i poskrzykują mewy. 

 Rok później – w tej samej restauracji, gdzie świętowaliśmy wesele 

Musiałam przejść te badania dla Niego. Żeby poznać diagnozę, otrzymać porady lekarza i pojechać do męża do Gdańska, gdzie zawsze jest tak dobrze. 


Badanie nie dało jednak żadnych określonych odpowiedzi, pozwoliło jednak stwierdzić, że mimo wszystko daleko mi jeszcze na tamten świat.




 Patrzać teraz na zdjęcia z Kaliningradu, nie mogę znaleźć ani odrobiny smutku, który powinien był mi towarzyszyć. W końcu rodzice ciągle wozili mnie nad morze („nic nie szkodzi, że nie możesz chodzić. Położymy się od razu, gdy wyjdziemy z samochodu”)!

Jedziemy do Wrocławia

W końcu wróciłam do męża! Razem z mamą, oczywiście. Pojechała ze mną, żeby pomóc mi z bagażami. Moje szczęścię znów bylo ze mną. 


  
Na wystawie bursztynu. Mąż ćwiczy chiński, a ja wgapiam się w biżuterię

Typowy Gdańsk 
 Po dwóch tygodniach odbyło się jeszcze jedno szczęśliwe wydarzenie – mama i tata przyjechali odwiedzić nas w Gdańsku. Tata, którego nigdy nie mogłam wyciągnąć z domu! Byłam naprawdę w siódmym niebie!



Zaplanowałam dla rodziców wyjazd nad morze i tata był bardzo zadowolony... 


a mama, jak zwykle, zażądała by zaprowadzić ją do najlepszej restauracji ;)


P.S. Mama mówi, że boję się zamkniętych przestrzeni przez to, że w dzieciństwie tata wsadził mnie do pudełka od telewizora, żeby sprawdzić czy boję się ciemności. Ja tego nie pamiętam, ale to bardzo podobne do mojego taty...

47 comments:

  1. O, Gdańsk, moje miasto ;). Fajne baby rzeczywiście są fajne, a na pewn wyglądają bajkowo. Fobia to straszna rzecz do wytłumaczenia drugiej osobie, szczególnie takiej, która ma co najwyżej lekki lęk przed czymś. Mam nadzieje, ze sprawa z Twoją chorobą w końcu się rozwiąże. A i trampki są dobre, tak samo jakiekolwiek ubrania, byleby były wygodne
    Opowiastki Prawdziwe (klik)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Może kiedys spotkamy się w Gdańsku :)
      Ja zawsze szczerze mowię o mojej fobii, żeby to nie było niespodzianką dla kogoś. W taki sposob też chcę pokazać, że mieć fobię to normalni, to nie twoja wina i nie musisz tego się wsttdzić. Czasem ludzi ukrywają swoje fobii, bo się boją, że będą traktowane. Ja też tak miała - ludzi mówiłi mi, że wszystko wymyśłiłam, że jakiś głupy żart, że ja po prostu chcę zwrócić na siebie uwagę. Zeby ludzi, którzy mają fobii nie miały takich problemów, trzeba mówić o tym otearcie.

      Delete
  2. Strasznie mi się podoba Gdańsk i jeżeli wszystko dobrze pójdzie to być może już za rok będę tam mieszkać :) Mam nadzieję że z Twoim zdrowiem to nic poważnego i że będzie tylko lepiej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja od dzieciństwa marzyłam miwszkać w Gdańsku i moje marzenie się spełniło :) Zyczę Ci powodzienia i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w Gdańsku :)

      Delete
  3. Wcale nie taki straszny look :) W Gdańsku nigdy nie byłam, ale muszę się tam w końcu wybrać!

    Zapraszam do siebie! Nowy post- o tym, że kupowanie w second handach to nie wstyd!

    http://trendymamapoland.blogspot.com/2015/09/kupowanie-w-second-handach-to-nie-wstyd.html

    ReplyDelete
    Replies
    1. Będziesz zachwycona, to na pewno. Szkoda, że na Bałtyku zawsze pada deszcz :(
      Zaraz zobaczymy, co tam w second handach :)

      Delete
  4. Hej, ten look nie był najgorszy. Super przeglad zdjęciowy. www.lap-stajla.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, jednak był :) Ale dziękuję za miłe słowa :)

      Delete
  5. Wspaniały post i fajnie piszesz :) Piękne zdjęcia tu zamieściłaś, a mnie przypomniała się tegoroczna podróż do Gdańska (w ogóle do Trójmiasta). To magiczne miasto, szczególnie lubiłam spacerować nad Motławą :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kiedy jestem w Gdańsku, czuję sobie jak w bajcie :) To naprawdę magoczne miasto :)

      Delete
  6. Widzę, że sporo się u Ciebie działo. Gdańsk to fantastyczne miasto. :-) A look jest bardzo dobry!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak na prawdę nie dużo mi się udało przez tą kontuzję ... Ale w końcu wyjechałam do Gdańsku, to już coś :)

      Delete
  7. spora relacja :D
    szyman.blogspot.com

    ReplyDelete
  8. Byłam raz w Gdańsku i bardzo mi się tam podobało, także fajnie, że i Twoim rodzicom się tam podobało (szczególnie Twojemu tacie:)). Co do najgorszego festiwalowego looku - nie jest źle, naprawdę :)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś, komu się nie podoba Gdańsk :)

      Delete
  9. Byłam w Gdańsku, ale jakieś 5 lat temu więc dużo nie pamiętam. Też się boję małych przestrzenii :)

    Dziękuję za komentarz i obserwację.

    ReplyDelete
  10. achh - ja też jestem z Gdańska! i pociąg relacji Gdańsk - Wrocław również dobrze mi znany - przez ponad rok jeździliśmy do siebie z chłopakiem :) daj znać następnym razem jak tutaj będziesz!
    świetna relacja, życzę Ci zdrowia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No przecież tutaj mieszkam :)
      Mój mąż jest z Wrocławia, też kiedyś jeździliśmy do siebie :)

      Delete
  11. Widzę dni pełne wrażeń! Życzę zdrówka :*

    Zapraszam do mnie na przegląd złotówkojadów :) #BackToSchool1: Moi mali pożeracze budżetu

    Pozdrawiam cieplutko
    LadyinBlack

    ReplyDelete
  12. Jesteś podobna do mnie nawet w bólu próbujesz osiągnąć cele :-) Masz świetny kontakt z rodziną, Twoja mama ma świetny charakterek ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, to dla mnie komlement. Tak, rodzice są dla mnie blizcy, szczególnie mama :)

      Delete
  13. Mam nadzieję, że sprawa z Twoją chorobą w końcu się rozwiąże. Życzę dużo zdrówka :)
    Czasem bywam w Gdańsku, to bardzo ładne miasto. Ja z fobii to strasznie boje się motyli, ale o dziwo już zwykłe ćmy mnie kompletnie nie ruszają wcale i nawet mogę złapać w rękę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też mam nadzieję, ale moje przygody z chorobami nadal trwają :( Dziękuję za życzenia :)
      Musimy jakąś radzić z tymy fobiami :)

      Delete
  14. zdrowia, bo to najważniejsze. A ZAZ jest super!!!!

    Znalazłem ostatnio w sklepie żarówki Osram. Ale miałam beke z tej nazwy xD

    ReplyDelete
  15. Genialne relacja! I nie miałam pojęcia, że data ważności jajek to 90 dni :o To się nazwya dopiero miłość! Oj to świetne z Twojej strony, że zaplanowałaś rodzicom wyjazd nad morze :) Fantastyczne zdjęcia, a płytą Marilyn sama bym nie pogardziła :)
    Arleta!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieję, że ta infofmacja będzie dla Ciebie pożyteczna :)

      Delete
  16. piękne zdjęcia! :) to faktycznie miałaś przygodę, też sie boje ciemności i malych pomieszczeń przez to ze jako dziecko brat mnie zamykał w szafie i nie wypuszczał - jest to okropne. Zarówno tak zwane chowanie pod kołdrą, długo nie wytrzymam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kiedy napisałam ten post, dużo ludzi pisałi do mnie, że mają różne fobii. Nawet nie wiedziałam, że to taki częsty problem.

      Delete
  17. Kochana córka z ciebie, ja nie wiem czy umiałabym się cieszyć jak wszytko by mnie bolało więc podziwiam :)

    vanillia96.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mama ma do czynienia z moimi problemami już od 25 lat :) Czasem trzeba dać odpocząć.

      Delete
  18. Bardzo wciągająca opowieść :) A... Twoja mama już mnie kupiła tekstem o tomografie:) Bajka:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mama zawsze wybiera najlepsze słowa :)
      Cieszę się, że Ci się spodobała moja historua, bo miałam obawe, że będzie nudna :)

      Delete
  19. gdzie tam nagorszy look! ładny zawszę będzie ładny :) dawno nie byłam w Gdańsku ale bardzo lubię to miasto :)

    ReplyDelete
  20. Świetna relacja, przeczytałam całość z lekkim wzruszeniem. Dobrze, że wszystko się pozytywnie skończyło i życzę Ci wiele wiele zdrowia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za życienia :)
      Cieszę się, że wszystko przeczytałaś i nie się znudziłaś :)

      Delete
  21. The dress is so beautiful on you

    http://www.lvbagukshop.com

    ReplyDelete
  22. What a cute look! Love how you spiced it up with the colorful combination

    http://www.onlinecocobag.com

    ReplyDelete
  23. Jest okej :) Obserwacja za obserwacje ?

    ReplyDelete

Thank you for every comment you leave
Dziękuję za każdy komentarz